zmieniasz swoją postać
czy zdążysz to zauważyć, nim Cię pochłonie?
kim jesteś, kiedy nie jesteś już tym, kim myślałeś, że jesteś?
życie zrodzone raz, nie umiera nigdy
czasem tylko staje się przeszłościa, którą teraz nie widzimy tak wyraźnie jak jeszcze przed chwilą
robi się przeźroczyste
staje cieniem
możesz przechodzić przez nie, jak przez mgiełkę unoszącą się nad ziemią o świcie
możesz patrzeć obok i myśleć o czymś innym...
czasem zamienia się w jeszcze coś innego
coś skondensowanego do rozmiarów
kamyka, który znajdujesz w kieszeni dawno nie noszonych spodni, tego samego, który zabrałeś z plaży pamiętnych wakacji,
pogniecionej kartki listu, którego nie potrafiłeś wyrzucić,
sms-ów czających się na końcu telefonu,
dziadkowego kapelusza, który zawieruszył się w szafie,
śladów zadrapań kota, twojego cichego towarzysza życia, który przechodził niezauważony przez twój pokój dziesiątki lat, zanim zdechł
są momenty, kiedy zdajesz sobie sprawę, że to nie zginęło. że jest ciągle żywe, tylko już niedotykalne. czasami nie chcesz tego przyjąć do wiadomości, i zamykasz oczy
czasami nie możesz zamknąć oczu
czasami zamykanie oczu nie pomaga
a wiatr chłoszcze twarze tych, którzy uparcie idą pod prąd
niektórzy ludzie rodzą się po to, by marzyć
ze słów wyplatają światy
są w nich tak długo żywi, dopóki słychać dźwięk głosu
dopóki ręką kreślą znaki na białych tablicach
potem zaczynają budować od nowa
ich prawda jest prawdą rzeki, która płynie
nie pamiętają własnych marzeń, choćby dopiero je stworzyli
to przeszłość, którą właśnie opuścili...
niektórzy ludzie rodzą się, by żyć we słowach
czują je, jakby były żywe,
znaczą dla nich dokładnie to, co powinny
i o wiele więcej jeszcze
te słowa zabijają, gdy ktoś używa ich jak noży
i pomagają powstać, gdy nadaje im kształt bijącego serca
niektórzy ludzie rodzą się, by marzyć
nie potrzebują spełniać swych marzeń
są jak wędrowiec, który odwiedza oddalone od siebie wioski
w każdej pozostawiając opowieść, której
nikt inny więcej od nich nie usłyszy
wystarczy im, że mogą wyplatać nowe światy
niektórzy ludzie rodzą się, by marzenia spełniać
nie mają swoich marzeń,
może nie odnajdują ich w sobie
świat jest pełen snów, które można przygarnąć
i zamienić na własne
wtedy koło jakby zamyka się w sobie
staje się pętlą bez końca i początku
wszechświat biegnie dalej w nieskończonie rozszerzalną ciemność
i nawet jeśli wszystko to oszustwo
którym otulam sieroty bezsenne do snu
życie nie przestaje być piękne na wiele sposobów
dlaczego warto walczyć?
żyć
mieć powód do dumy
mieć rację
podnieść się
spróbować jeszcze raz
mieć powód do wstawania rano
mieć o kogo walczyć
bić się z życiem
godzić się
kochać się
móc spojrzeć sobie w twarz
móc spojrzeć w twarz innym
móc powiedzieć kocham bez strachu
móc odejść
nie bać się
nie zamykać oczu
iść
móc cofnąć się i zamknąć we własnym schronie
móc wyjść i dzielić się sobą z innymi
móc odmawiać
walczyć
o siebie, o każdy krok, o każdy oddech
dać z siebie wszystko
a potem jeszcze raz
przestawać, poddawać się
ale potem jeszcze raz,
wracać, walczyć
czuć strach, przerażenie, panikę
czuć pot
biec
biec szybko, do utraty tchu
jeść
zasypiać
poczuć chwilę
i nie zatrzymywać jej
przeprosić
płakać
cierpieć
móc cierpieć
cierpieć i cieszyć się szczęściem
śmiać się i płakać
w jednej chwili całe życie amen
a potem...
the grey, reż Joe Carnahan
Los bywa kapryśny. Wyposaża Cię w narzędzie, którym możesz ochraniać swoje słabości, po czym tym samym narzędziem zdziela Cię w pysk, kiedy wydaje Ci się, że niebezpieczeństwo minęło.
=====
PODRÓŻNIK
Przekroczyłem granicę, by poznać nieznane lądy. Nie musiałem nawet wyjeżdżać.
Po drodze zdarzały się różne rzeczy. Niektóre zapamiętałem. Smakowałem życia z gościnnych stołów. Miałem kieszenie wypełnione egzotycznymi przyprawami. Zwiedzałem, ale tak, jakbym stał w miejscu, a dokooła mnie zmieniały się krajobrazy.
Gdy w końcu miałem dość podróży, wróciłem lecz dawnego świata już nie było. Granice uległy przesunięciu. Zgubiłem drogę i długo szukałem starych śladów.
Wreszcie znalazłem to miejsce, z którego wyszedłem. Drzwi były otwarte. Usłyszałem muzykę i głośne śmiechy. W środku ludzie bawili się, niektórych znałem, inni byli obcy. Na stole piętrzyły się potrawy, wszędzie pełno przypraw...
Poznali mnie i przywitali się. Opowiadali, co się u nich działo. Wtedy zauważyłem, że są to ci sami ludzie, co kiedyś, poza tym, że nie czułem ich oddechów, a głos jakby dochodził z oddali. Nie mogliśmy się dotknąć i niewiele rozumiałem, z tego co mówią. Byli to ci sami ludzie, ale już gdzie indziej, tak jakby wszechświat rozszerzał się na wszystkie strony, a nie tylko w tym kierunku, w którym zdążałem...
Wtedy po raz pierwszy spostrzegłem, że moja podróż była dla nich wyjazdem w przeciwnym kierunku. Niekoniecznie tam, gdzie chcieli się udać.
Wtedy zrozumiałem, że tyko udawałem, że nie podróżuję, zostawiając walizki w domu i wracając na obiad, kolację czy święto.
Dom, kiedy mnie w nim nie było, był pustym domem. Jego prawdziwe życie przesuwało się w bliżej nieznanym kierunku, a jego prawdziwi lokatorzy podążali tam, gdzie tętniło życie.
======
POCIĄG
Stoję na peronie i patrzę jak odjeżdża. To odrobinę surrealistyczne, bo pociąg czeka w miejscu, jakby nigdzie się nie wybierał. Mogę nawet do niego wsiąść. Mam nawet wrażenie, że wcale go nie opuszczałem. Na czas swych podróży po prostu zmieniałem wagony, zwiedzałem przedziały. Tylko tam, gdzie stały walizki, nie ma ludzi, z którymi wybrałem się w drogę. A może są, tylko nie mogę znaleźć tego przedziału? Wydawało mi się, że umówiliśmy się, by razem podróżować, ale wymyśliłem jakąś wymówkę, by móc sprawdzić, kto jeszcze podróżuje tą samą trasą.
Może zresztą było inaczej. Może do nich też się przysiadłem, zaczęliśmy rozmawiać, godziny płynęły, jakby były minutami, czasem któreś się zdrzemnęło. Musieliśmy jechać razem bardzo długo. Tak długo, że wydawało się, jakbyśmy rozpoczęli tę podróż razem i mieli wspólny cel do osiągnięcia. Tak długo, że zostawiłem walizki, gdy poszedłem rozprostować nogi, odwiedzić toaletę, zapytać konduktora, kiedy będziemy na miejscu... Długo nie wracałem. Po drodze zapomniałem, dlaczego wyszedłem. Potem może szukałem tego przedziału. Znalazłem inny, tuż obok, tam było tak samo dobrze, nawet nie zauważyłem braku swoich walizek. Jechaliśmy razem, a czas jakby się zatrzymał. Wydawało mi się, że o czymś zapomniałem, ale nie było to dokuczliwe. Dopiero później, gdy znów poszedłem rozprostować nogi, odwiedzić toaletę, poszukać konduktora, przypomniałem sobie o walizkach i tych, z którymi je zostawiłem...
Stoję w swoim pociągu i wreszcie wiem, na co patrzę. Patrzę na inny pociąg. Musiałem w którymś momencie wysiąść i wejść do innego. Chyba nie mogłem znaleźć tych pieprzonych walizek. Może zresztą błąkałem się nie specjalnie świadom, czego szukam... Stoję i patrzę, a tamten pociąg odjeżdża. I te dwa przedziały również tam są. W jednym jakby nic się nie zmieniło, tylko pasażerowie wydają się ubrani do wyjścia. W drugim jakby kogoś brakowało albo ta osoba, z którą przebywałem, zmieniła fryzurę. Akurat ktoś wchodzi do jej przedziału, a ona się uśmiecha, jakby na niego właśnie czekała...
=====
Jest taka sekwencja w filmach, dramatyczna scena, kiedy bohater przekonuje się, że popełnił omyłkę i zaczyna biec, biegnie bardzo szybko, sceny przeskakują dynamicznie, a on ściga się z czasem, jakby musiał opuścić pułapkę i zdążyć, nim właściwe drzwi zostaną zatrzaśnięte.
Jest też inna, o podobnym charakterze, również dynamiczna, tylko, że brak w niej biegu, bo bohater wie, że już nie zdążył. Obserwuje, jak płonie jego świat. Może nawet rzuca się w wir walki, doskonale wiedząc, ze nikt nie stanie z nim do pojedynku, bo wszyscy już przegrali. Czasami nie robi nic, tylko stoi i patrzy, krew jakby odpłynęła mu z twarzy, oczy są nieruchome, patrzy wzrokiem swoich przodków na zgliszcza własnego życia, którego sens zrozumiał za późno.
nie wiem, czemu przyszedł mi na myśl ten film:
http://www.youtube.com/watch?v=o0Za3k1txk8
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 8 817 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Ze szczepu krasnali.
Z Chochlikiem w głowie.
Wielkie i małe rzeczy przytrafiają mu się w życiu...
niestabilna praktyka języka, pobieżna penetracja myśli, pieszczota własnej próżności, ucieczka od znaków zapytania... nieśmiały ekshibicjonizm i lustro dogodne do przymierzania masek
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: